Lata:

2015    2014    2013    2012    2011    2010    2009    2008    2007    2006    2005    2004   

Zwycięzca

Dorota<br/>Gorczyca-Woźniak

Dorota
Gorczyca-Woźniak

prezes Fundacji SOS dla Jamników, od lat pomaga jamnikom w potrzebie, interweniuje, gdy dzieje im się krzywda, założyła stronę jamniki.eadopcje.org, dzięki której wiele porzuconych psów tej rasy znalazło nowe domy

Nominowani

Grzegorz<br/>Bielawski

Grzegorz
Bielawski

prezes Pogotowia dla Zwierząt, dziennikarz, skutecznie od lat ratuje zwierzęta, nad którymi ich właściciele się znęcają, przygotowuje kompetentne materiały dowodowe dla policji i prokuratury

Pochodzi z Trzcianki. Jako dziecko wychowywał się w gospodarstwie u dziadków, sypiał w żłobie u krów, wchodził do budy do psów i rozmawiał z nimi. Gdy miał siedem lat, w jego domu zamieszkał dalmatyńczyk. Rasie tej jest wierny do dziś. Były też przygarnięte koty dachowce. Marzył o tym, by zostać dziennikarzem. Działał w gazetce szkolnej, potem trafił do "Gazety Poznańskiej" i "Głosu Trzcianki". Jako nastolatek współpracował ze stowarzyszeniem Animals. Pracował też w lokalnej telewizji i brał udział w interwencjach. Gdy założył własną gazetę, a w Trzciance powstało Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami i stowarzyszenie Pogotowie dla Zwierząt, opisywał przeprowadzane przez nie interwencje. Potem zaczął pomagać w sprawach karnych o znęcanie się nad zwierzętami. Robił to tak skutecznie, że organizacje zaczęły te sprawy wygrywać. Około 2005 roku zaangażował się w tworzenie strony internetowej Pogotowia dla Zwierząt. Wraz z jej pojawieniem się w internecie coraz więcej ludzi zaczęło zgłaszać przypadki znęcania się nad zwierzętami. Pierwszą dużą interwencją Pogotowia dla Zwierząt wspólną z innymi organizacjami prozwierzęcymi była interwencja w Krzyczkach. Od tej chwili zaczęli dzwonić do nich ludzie z całej Polski. Od około pięciu lat zajmuje się tylko interwencjami.
Dziennie do Pogotowia przychodzi po kilkadziesiąt zgłoszeń. Zwierzęta, które są odbierane znęcającym się nad nimi opiekunom, trafiają do około 40 hotelików dla zwierząt, współpracujących z Pogotowiem dla Zwierząt, lub do jednego z siatki kilku tysięcy domów tymczasowych na terenie całej Polski. Grzegorz Bielawski odpowiada za zebranie całego materiału dowodowego z interwencji: opisu interwencji, protokołu badania lekarskiego, zeznań świadków itd. To dzięki temu działania Pogotowia są skuteczne. Dostarczenie takiego materiału policji sprawia, że łatwiej jest doprowadzić do ukarania winnych znęcania się nad zwierzętami. Najważniejsze jest jednak zapewnienie dobrych warunków odebranym zwierzętom i o to szef Pogotowia zabiega przede wszystkim.

Dorota<br/>Gorczyca-Woźniak

Dorota
Gorczyca-Woźniak

prezes Fundacji SOS dla Jamników, od lat pomaga jamnikom w potrzebie, interweniuje, gdy dzieje im się krzywda, założyła stronę jamniki.eadopcje.org, dzięki której wiele porzuconych psów tej rasy znalazło nowe domy

"Być wiernym jamnikowi to niemożliwe, ale możliwa jest wierność jamnikom" – to motto fundacji założonej przez Dorotę Gorczycę-Woźniak. Za jej sprawą miłośnicy psów tej rasy dają porzuconym, chorym i niechcianym jamnikom wiarę w to, że jeszcze będą mogły się cieszyć własną kanapą.
Dorota Gorczyca-Woźniak zawsze kochała zwierzęta, ale miłość do psów ze wskazaniem na jamniki zaczęła się 30 lat temu. Wtedy miała pierwszego jamnika Ediego, który tak bardzo ją zauroczył, że nie wyobrażała sobie już życia bez psa tej rasy. Gdy w wieku 12 lat odszedł za Tęczowy Most, postanowiła pomagać jamnikom w potrzebie, tym najbiedniejszym. Zaczęło się od Ramba z tzw. domowej hodowli, który miał być odrzucony z powodu złamanego ogonka i padaczki. Ten rudy zwierzak towarzyszy jej do dziś. Zaczęła też brać psy na tymczas, doprowadzać do dobrego stanu i szukać im domów. Wszystko to robiła po amatorsku, bez wsparcia żadnej organizacji. Potem wraz z grupą innych osób założyła tzw. jamniczą skarpetę, konto, na którym zbierano środki na pomoc psom tej rasy. Następnie założyła stronę internetową jamniki.eadopcje.org, dzięki której wyadoptowano mnóstwo zwierzaków, a w 2013 roku uznała, że czas założyć fundację i tak powstała Fundacja SOS dla Jamników. Aktywnie bierze też udział w interwencjach. Przez te wszystkie lata w jej domu na tymczasie było ponad 30 jamników. Pomogła wyadoptować ponad 100 psów tej rasy, a za sprawą istniejącej od ponad trzech lat strony internetowej do nowych domów trafiło ponad kilkaset jamników. Dorota Gorczyca-Woźniak robi im sesje zdjęciowe, daje ogłoszenia na Allegro i robi wydarzenia na Facebooku. Wśród psów, którym pomogła fundacja, był m.in. jamnik Rico zabrany z Klębowa, cierpiący na nowotwór prostaty, któremu przedłużono życie o kilka miesięcy, czy suczka Lenka z bezwładnymi tylnymi łapkami, która dziś, po dwóch miesiącach, za sprawą rehabilitacji już biega. – Najważniejsze jest każde uratowane psie życie – mówi Dorota Gorczyca-Woźniak.

Majka<br/>Jeżowska

Majka
Jeżowska

piosenkarka, ratuje zwierzęta w sytuacjach krytycznych, wspiera schronisko w Korabiewicach

Obdarzona niezwykle ciepłym głosem Majka Jeżowska (także kompozytorka i reżyser, należy do grona kawalerów Orderu Uśmiechu, jest ambasadorem dobrej woli przy UNICEF-ie) ma również wiele ciepła w sercu. Dzieli się nim przede wszystkim z dziećmi, dla których nagrywa piosenki i dla których zorganizowała kilka tysięcy koncertów. Angażuje się także w działalność charytatywną na ich rzecz.
Z równą czułością i atencją jak dzieci traktuje zwierzęta. Jej największym sprzymierzeńcem okazał się Facebook, z którego płyną do niej sygnały, gdzie jest potrzebna pomoc. Jak anioł ostatniej potrzeby reaguje w sytuacjach krytycznych, kiedy jakiś czworonóg potrzebuje natychmiastowej pomocy, a nie ma chętnych, żeby jej udzielić. Tak było na przykład z suczką Kropką, gdy zmarła jej opiekunka. Kropka trafiła do schroniska i z powodu stresu zapadła na liczne choroby. Majka Jeżowska sfinansowała jej pobyt w hoteliku dla zwierząt i leczenie, do czasu, kiedy suczka wróciła do dobrej formy i została adoptowana. Uratowała też suczkę owczarka niemieckiego ze zdiagnozowaną nużycą. Nie tylko pokryła koszty leczenia, ale także zakupiła specjalny kojec, w którym pies musiał być odizolowany. Teraz suczka mieszka w pięknym domu z ogrodem i basenem.
Szacunku do zwierząt trzeba uczyć od najmłodszych lat – mówi Majka Jeżowska. Parę lat temu nagrała piosenkę "Kochaj czworonogi". A teraz do dzieci i młodzieży trafia poprzez swój oficjalny Fanpage, na którym ma tysiące młodych fanów. Wkleja tam m.in. posty o akcjach edukacyjnych organizowanych przez schronisko w Korabiewicach. Za zaangażowanie w poprawę losu korabiewickich zwierząt została w 2012 roku uhonorowana statuetką Vivaty Korabiewic.
Majka Jeżowska była jedną z pierwszych osób, które wspierały Polkę z Irlandii, walczącą o życie psa Tajfuna. Od lat bierze udział w akcji Zerwijmy łańcuchy organizowanej przez portal psy.pl, jest też jurorką w wyborach na najsympatyczniejszego kundelka Warszawy. Kocha koty… i piłkę nożną. W jej domu mieszkają dwa mruczki: przygarnięty Xabi Alonso i Leo Messi, który dotrzymuje mu towarzystwa

Karolina<br/>Pawelczyk

Karolina
Pawelczyk

politolog i technik weterynarii, od lat wolontariuszka w schronisku w Celestynowie, obecnie pracownik schroniska

Zwierzęta w jej życiu były obecne od zawsze. To rodzice zaszczepili w niej empatię do nich. Szczególną troską otoczyła psy – to one stały się jej pasją, dla której porzuciła wszystko inne.
Karolina Pawelczyk jest związana ze schroniskiem w Celestynowie od 2003 roku, kiedy to adoptowała stamtąd suczkę Gaję. Najpierw kilka razy w roku organizowała zbiórki na rzecz przytuliska, a od 2011 roku zaangażowała się w wolontariat, a także cosobotnie spacery. Prowadziła też dom tymczasowy dla psów i kotów, koordynowała schroniskowe adopcje, pozyskiwała sponsorów dla przytuliska, współtworzyła facebookowy fanpage, a także zorganizowała akcję Ladies for Animals, w której ramach powstał kalendarz z gwiazdami (2013).
Pasja popchnęła ją do – jak mówi dziś – najlepszej decyzji w życiu: rzucenia pracy w korporacji i zajęcia się wyłącznie pracą w schronisku. W tym celu ukończyła Technikum Weterynaryjne i zdała egzamin państwowy. Obecnie jako technik weterynarii robi w schronisku właściwie wszystko: sprząta boksy, karmi psy i koty, podaje leki, przeprowadza podstawowe zabiegi w nagłych wypadkach, ociepla budy, socjalizuje zwierzaki po przejściach, wychodzi z nimi na spacery, koordynuje adopcje, utrzymuje kontakty z osobami adoptującymi czworonogi ze schroniska. Jeszcze nie tak dawno siedziała za biurkiem w szpilkach, a dziś biega po schronisku w kaloszach i w dodatku jest przekonana o słuszności swojego wyboru.
Prywatnie jest mamą 5-letniego Piotrusia, którego udało jej się zarazić miłością do zwierząt i potrzebą pomagania słabszym. Oboje opiekuję się trzema psami – Gają z Celestynowa, znalezioną na ulicy Hauką i Astrą, staruszką zabraną ze schroniska na ostatnie tygodnie, a może miesiące życia. Karolina Pawelczyk kieruje się w życiu słowami Władysława Bartoszewskiego: "Jeżeli trzeba coś zrobić, to dlaczego nie my, dlaczego nie ja?".

Magdalena<br/>Płonka

Magdalena
Płonka

kkostiumografka, wolontariuszka w schronisku na Paluchu w Warszawie, wykładowca w Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie

Miłości do zwierząt nauczyła się w domu rodzinnym, w którym zawsze było ich pełno. Dzisiaj mieszkają z nią trzy psy: Czesio, Krysia i Lili, wszystkie przygarnięte. Jeden był przywiązany pod sklepem, a dwa pozostałe wyrzucone z auta. Psom towarzyszy kot Kocio.
Początkowo angażowała się w protesty dotyczące praw zwierząt, pomagała też wirtualnie. Napisała pracę magisterską poświęconą wykorzystywaniu zwierząt na potrzeby mody. Dwa lata temu wybrała się do schroniska na Paluchu. Tam zobaczyła z bliska, czego najbardziej potrzebują bezdomne zwierzaki. Od tamtej pory jest z nimi raz lub dwa razy w tygodniu. Zajmuje się głównie starszymi i schorowanymi psami, mieszkającymi w wydzielonej części schroniska zwanej geriatrią. Na wyprowadzenie około siedemdziesięciu czworonogów poświęca cały dzień. Zimą przywozi im ugotowane przez siebie jedzenie. Zawsze doleje do niego trochę oliwy, dorzuci siemię lnianie albo inne składniki bilansujące dietę. Czworonogi uwielbiają to jedzenie i pochłaniają je nawet wtedy, gdy obok czeka sucha karma.
Karina Schwerzler, laureatka nagrody Serce dla Zwierząt (2007), mówi, że Magda jest dla niej wzorem człowieka, który bez rozgłosu, na własną rękę, z konsekwencją i uporem pomaga zwierzętom mimo wielu zawodowych zajęć. – Wiele z tych starych i nierokujących psów, wyciąga ze schroniska, aby choć w ostatnich latach życia zaznały ciepła prawdziwego domu, żeby zobaczyły słońce, poczuły zapach trawy, dowiedziały się, co to dotyk człowieka i własny kąt – dodaje Karina Schwerzler.
Magdalena Płonka dba o to, by wiekowe zwierzaki nie umierały w samotności. Zabiera je na ostatnie dni życia do siebie. Zdarzają się też cudowne ozdrowienia. Kilka miesięcy temu wzięła do domu suczkę, której dawano miesiąc życia. Ta odzyskała jednak siły i przebywa teraz w domu na wsi, gdzie w ogrodzie baraszkuje z pobratymcami. Mieszkają tam też inne psy wyciągnięte przez Magdalenę Płonkę z Palucha. Opłaca ich pobyt tam, ale najważniejsze dla niej jest to, że są tam kochane.
Od lat przeciwstawia się też okrutnemu zabijaniu psów i kotów po to, by sprzedawać ich futra jako okrycia z dzikich zwierząt. Nawiązała do tego problemu w książce zatytułowanej "Etyka w modzie", której jest autorką. Pokazała w niej, że kupując ubrania, mamy wpływ na przestrzeganie praw człowieka, ale także na sytuację zwierząt.

Stowarzyszenie<br/>Pomocy Królikom

Stowarzyszenie
Pomocy Królikom

ratuje króliki porzucane przez nieodpowiedzialnych właścicieli

Króliki nazywają po prostu uszatkami. Wolontariusze Stowarzyszenia Pomocy Królikom działają w całej Polsce. W Krakowie, Lublinie, Sopocie i Warszawie są zlokalizowane centra adopcyjne, czyli przytuliska i domy tymczasowe dla królików, w których rotacyjnie przebywa około 200 zwierzątek. Najbardziej aktywna grupa członków stowarzyszenia to dwadzieścia osób, ale wolontariuszy, głównie kobiet w wieku od 12 do 55 lat, są dziesiątki.
Za najważniejszy cel Stowarzyszenie Pomocy Królikom postawiło sobie upowszechnianie wiedzy na temat wszystkiego, co jest związane z opieką nad królikiem. Jednak przede wszystkim wolontariusze SPK ratują zwierzęta porzucane przez nieodpowiedzialnych właścicieli. W ciągu 10 lat istnienia stowarzyszenia udało im się znaleźć domy dla blisko dwóch tysięcy niechcianych królików.
Wszystko zaczęło się od akcji Apel Rumburaka, którą zorganizowali Beata i Tomek Cegiełkowie, współzałożyciele stowarzyszenia. Chodziło o zwrócenie uwagi na problem sprzedaży zbyt młodych osobników (poniżej 8. tygodnia życia), które często nie przeżywały odstawienia od matki. Króliki miniaturowe od lat należą do ulubionych domowych czworonogów, jednak wiedza na ich temat jest znikoma. – Podrośnięty królik przestaje być małą pluszową zabawką, jaką wydawał się podczas zakupu – mówi Małgorzata Pycek, prezes SPK, opiekunka trzech królików i dwóch kotów. – Taki zwierzak rośnie, potrzebuje ruchu, do tego głośno tupie, i jeszcze trzeba dbać o jego zdrowie, a to dla wielu właścicieli zbyt uciążliwe. Trafiają więc do nas króliki przynoszone przez opiekunów, którzy tłumaczą się alergią, ale też takie, które są porzucane w lasach, parkach i na osiedlach. Znajdujemy ich najwięcej podczas letnich wakacji, są często w bardzo złym stanie, zaniedbane, chore. Wszystkie otaczamy troskliwą opieką i szukamy im dobrych domów.
Wolontariusze nie szczędzą sił i pieniędzy, kiedy trzeba przejechać kilkaset kilometrów, aby zabrać wyrzuconego zwierzaka albo zapewnić transport królika do nowego domu. Dzięki forum internetowemu www.forum.kroliki.net stowarzyszenie skupia wokół siebie ogromną społeczność miłośników królików, zarówno z Polski, jak i z zagranicy. To im, między innymi, zawdzięcza darowizny finansowe i rzeczowe pozwalające wypełniać tę wyjątkową misję.

Paweł<br/>Suski

Paweł
Suski

poseł Platformy Obywatelskiej, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt, walczy o to, by prawo lepiej chroniło zwierzęta

Jest wyjątkową jak na dzisiejsze czasy osobą, ponieważ nigdy nie myśli o korzyściach dla siebie – mówią o pośle Pawle Suskim współpracownicy. Poświęcając czas i serce staraniom o poprawę losu zwierząt, naraża się na to, że ze strony swoich wyborców z okręgu koszalińskiego usłyszy zarzut, iż zamiast zajmować się ważnymi sprawami, traci czas na rzeczy nieistotne. On jednak nigdy nie odpuszcza. Znany jest z tego, że reaguje zawsze i nie odmawia pomocy nawet przy bezpośrednich interwencjach. Jeśli trzeba, w obronie zwierząt potrafi ludzi postawić pod ścianą, dodają współpracownicy.
Wśród 33 parlamentarzystów należących do Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt wyróżnia się szczególną aktywnością. Od dawna walczy o zmianę prawa w kwestiach dotyczących zwierząt. Dzięki jego zaangażowaniu i nieustępliwości udało się wprowadzić w życie w styczniu 2012 roku nowelizację Ustawy o ochronie zwierząt. Kiedy obrońcy praw zwierząt zwrócili uwagę na konieczność radykalizacji ustawy, Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt przygotował propozycję kolejnych zmian. Paweł Suski jest współautorem i posłem wnioskodawcą tego niełatwego do zaakceptowania dla wielu środowisk projektu nowelizacji. Wśród kilkudziesięciu proponowanych zmian znajduje się w nim całkowity zakaz trzymania psów na uwięzi, powszechne czipowanie i ukrócenie procederu niekontrolowanego odławiania zwierząt przez hycli. O tym, jak intratnym stał się on biznesem, dowiedzieliśmy się z raportu Najwyższej Izby Kontroli. O sprawdzenie sytuacji w polskich schroniskach przez NIK zabiegał także poseł Paweł Suski. Nieoceniona jest też rola, jaką odegrał on w sprawie zakazu uboju rytualnego. Przyjmując niezłomną postawę, ryzykował karierę i pozycję w parlamencie.
Prywatnie opiekuje się dwoma czworonogami: labradorką Dzidzią i kotem Józefem.

Ewa Złotowska<br/>Marek Frąckowiak

Ewa Złotowska
Marek Frąckowiak

aktorzy, miłośnicy zwierząt, w ich domu od lat żyje zawsze kilka lub kilkanaście przygarniętych psów i kotów

Dla Ewy Złotowskiej wszystko zaczęło się krótko po wojnie i jeszcze przed jej urodzeniem... Jej mama usłyszała, że w szczelinie w warszawskich gruzach coś piszczy. Okazało się, że to pekińczyk, który zamieszkał później w ich domu i otrzymał imię Pejpus. Gdy Ewa przyszła na świat, wychowywała się z nim i wyjadali sobie nawzajem z misek. Od tej chwili zwierzęta towarzyszą jej przez całe życie.
Dziś w domu Ewy Złotowskiej i jej męża Marka Frąckowiaka mieszka 5 psów (rekonwalescentka Klara po wylewie, 9-letni Norman, Adaś o wieku nieznanym, Amelka, chihuahua, która była przeznaczona do uśpienia, i piesek, który trafił do nich z łańcucha) i 6 kotów (Gucio, Ksenia, Lucek, Cyryl, Klara i Lesio). Tym minischroniskiem opiekują się sami mimo rozlicznych obowiązków zawodowych, nie mają nikogo na stałe do pomocy, zwłaszcza że zwierzaki nie wszystkie osoby akceptują, najlepiej czują się bowiem w towarzystwie swoich opiekunów.
Ewa Złotowska pomaga na co dzień schronisku dla zwierząt w Klarysewie. Wspiera je finansowo i rzeczowo. Pomaga w adopcji czworonogów, szczególnie angażuje się w szukanie domów żyjącym tam kotom. Od lat wraz z mężem bierze udział w akcji Zerwijmy łańcuchy organizowanej przez portal Psy.pl. Przez te wszystkie lata przez jej dom przewinęły się niezliczone zwierzęta, część zostawała w jej domu, część z nich przekazywała dalej, ale zawsze w sprawdzone ręce. Zwierzęta ją akceptują, kochają, dobrze im z nią, siedzą jej na głowie i czasem terroryzują. To taka wspólna miłość – jak mówi. Stara się, by były z nią szczęśliwe, rozmawia z nimi, rozumie je i one rozumieją ją. Jej przyjaciółka powiedziała kiedyś: "Zwierzęta, które Pan Bóg chce zabrać, zawsze przedtem przyprowadza do ciebie, żeby przez jakiś czas mogły żyć szczęśliwie".
W życiu Marka Frąckowiaka zawsze były zwierzęta, nie wyobraża sobie bez nich życia. Są wśród nich zarówno psy i koty, jak i konie. Jego ukochanym, mądrym i niezastąpionym czworonogiem z dzieciństwa był bokser Trot. Z Ewą Złotowską połączył go jej czarny wilkowaty pies Felek, który pokochał go miłością wielką. Jak żartują, to Felek ją do niego przekonał. Nie mogła patrzeć, jak zwierzak cierpi i tęskni za Markiem. – Felek to był niesłychanie mądry pies. Miał tylko jedną wadę: odbierał telefony, ale nie zapisywał, kto dzwonił – śmieje się Marek Frąckowiak. Od tamtego czasu wspólnie opiekują się gromadką zwierząt. Jego zdaniem zwierzęta mają tylko jedną wadę: żyją krócej niż człowiek.
Marek Frąckowiak podobnie jak żona odwiedza też schronisko w Klarysewie, choć – jak mówi – trudno mu tam pójść, bo najchętniej wyszedłby z wszystkimi przebywającymi tam zwierzętami. Robi więc to, co może, głaszcze je, mówi do nich, pomaga w ich utrzymaniu w schronisku

Partnerzy

plebiscytu:

Patroni medialni:

Organizator:

© 2018 Petstar sp. z o.o.