Katarzyna Bujakiewicz

Udostępnij znajomym: Share on FacebookEmail this to someone

IMG_1614

aktorka, aktywnie działa w fundacji Ast, ratującej amstafy

Kilka lat temu wróżka wyczytała jej z kart, że będzie się udzielać charytatywnie. Nie przypuszczała wtedy, że zaangażuje się tak bardzo. Ale znana jest z tego, że kiedy potrzebna jest pomoc, to nigdy nie odmawia, bo pomaganie ma we krwi. Kiedy osiem lat temu w jej domu  pojawiła się Oxa, suczka rasy amstaf, zaangażowała się przede wszystkim w odczarowywanie złej sławy, jaką cieszy się ta rasa. Wraz ze swoim partnerem Piotrem związała się z fundacją Ast, ratującą te psy. Wtedy panowała moda na amstafy i liczba porzucanych psów była ogromna, a wszystkie problemy wynikały z niewiedzy. Zagadywana, czy amstaf to pies morderca, odpowiadała, że tak, bo może… zalizać na śmierć.

Wychowując córkę Olę razem z Oxą, udowodniła, że amstaf może być wspaniałym psem w domu z dzieckiem. Pokazała też, jak właściwie budować relacje pies-dziecko. Ogromną pracę włożyła w prawidłowe ułożenie suczki, a potem krok po kroku uczyła Olę, jak traktować zwierzaka. Swego czasu jeździła trasą z Poznania do Warszawy trzy razy w tygodniu i wtedy, na prośby fundacji, zabierała psy, które miały dotrzeć do domów adopcyjnych, albo w jedną, albo w drugą stronę. Były to i szczeniaki, i dorosłe, husky, mopsiki, owczarki niemieckie, a nawet ślepy pekińczyk. Nie zawsze było łatwo, bo jej suczka Oxa wszędzie z nią podróżuje, więc kiedy wiozła dodatkowo dwa wilczury, one siedziały z tyłu, a Oxa z przodu, żeby mniej na siebie szczekały.

Kasia pomaga kilku schroniskom, jak tylko się da. Jest gotowa na każde wezwanie, nie tylko, by przewieźć psa do innego miasta, ale także, aby wziąć udział w sesji fotograficznej, czy pomóc w wydostaniu jakiegoś amstafa ze schroniska. Jako znana i lubiana osoba ma większą siłę przebicia w takich sprawach. Nagrała też swój głos do filmu fundacji Ast, pokazującego prawdziwą stronę terierów typu bull. Zawsze ma przygarniętego wirtualnie amstafa z fundacji i to najczęściej takiego, który nie ma szans na adopcję. Zachęca do mądrych decyzji o wzięciu psa, by był dostosowany do możliwości rodziny. Szczególnie poleca te, którymi zajmują się fundacje ratujące konkretne rasy, bo tam wiedzą, jaki pies ma charakter i dla kogo się nadaje. Swoją obecnością od lat wspiera akcję „Zerwijmy łańcuchy” w Poznaniu. Pierwszy raz pojawiła się przy budzie z miesięcznym oseskiem, swoją córeczką Olą, która od maleńkości idzie w ślady mamy i taty, i pomaga zwierzakom razem z nimi.

Głosuj poprzez zakładkę GŁOSOWANIE lub SMS-em!

SMS: SERCE.1 pod numer 7136 (koszt SMS-a: 1,23 zł z VAT).

Udostępnij znajomym: Share on FacebookEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *